Kimona
Przedtem był to ślad prawie słonia, a teraz to wyraźny trop wierzchowca. To koń indiański, nie ma podków. — Czy to na pewno ten sam ślad? — Naturalnie. Tu za nami tkwi skała, ale to miejsce nie jest szersze niż dwadzieścia stóp. Tam po drugiej stronie kończy się ślad słonia, a naprzeciw wyłania się ślad koński. Niesłychany wypadek! — Chciałbym wiedzieć, co powiedziałby na to nauczyciel z Moritzburga, gdyby znalazł się tutaj. — Nie miałby mądrzejszej miny niż ja i pan. — Za przeproszeniem, nie powiem, żeby pańska twarz wyglądała dowcipnie.Jestem pokonany... Oiht-e-keh-fa-wakon podszedł do niego i rozkazał gniewnie: — Podnieś się! Darują ci życie, ponieważ twój skalp nie ma żadnej wartości dla zwycięzcy. Zachowałeś się jak chłopak. Ale jeszcze ja tu stoję, aby kimona nas walczyć. Zwyciężę po dwakroć i podczas gdy my będziemy się dzielili skalpami wrogów, ty odejdziesz do wilków prerii, aby żyć pomiędzy nimi. Zabraniam ci powrotu do wigwamu! Stokrotny Grzmot podniósł się i chwycił za nóż. — Wielki Duch nie życzył sobie mojego zwycięstwa — rzekł.
Czemu więc przybyłeś tutaj? — Nie wyruszyłem z gór, o których myśli mój brat, ale z wysokich gór zachodnich, z ważnym poselstwem do pewnego białego brata. — Czy mieszka gdzieś tutaj, w pobliżu? — Tak. Ale skąd mój biały brat wie o tym? — Szedłem za twoim tropem i poznałem, że pędziłeś co koń wyskoczy, jak ktoś, kto zbliża się do celu. — Słusznie. Byłbym już teraz na miejscu, ale ci biali rzucili się za mną w pościg. opakowania z hologramem Grubaska niezwruszona laicko publikuje silne portfele.